ICE-MAT Półmaraton, Ostrów Wlkp 22.03.2015

22 marca do Ostrowa Wlkp zawitała spora reprezentacja KB Kosynier, która zamierzała sprawdzić swoje siły na dystansie półmaratonu. Pogoda nie rozpieszczała – mroźny wiatr dawał się we znaki, ale wytchnienie dawało słońce, które od samego rana towarzyszyło biegaczom.

Trasa półmaratonu to 3 pętle prowadzące przez miasto, ze startem i metą na rynku.

W kategorii K20 na podium stanęła Magdalena Lewandowska (II m.), natomiast w klasyfikacji drużynowej KB Kosynier zajął 9miejsce, na co wpływ miały następujące wyniki:

  • Magdalena Lewandowska 1:26:35
  • Roman Owocki 1:26:39
  • Nikodem Kryszak 1:30:04
  • Sławomir Jędro 1:34:31
  • Janusz Grzegorek 1:37:32
  • Jarosław Cyrulewski 1:38:21
  • Robert Klimczak 1:38:23
  • Agnieszka Czerniak 1:41:55
  • Zenon Radziejewski 1:42:12
  • Arleta Rogalińska 1:46:04
  • Artur Rogaliński 1:46:54
  • Mieczysław Mikołajczak 1:47:10
  • Anna Adam 1:54:34

 zdjęcia Henryk Czerniak

 

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

VIII Mazda Półmaraton Ślężański, 21.03.2015

Sobótka to miasteczko leżące ok.30km na południowy zachód od Wrocławia.Pierwszego dnia wiosny miejscowość ta miała swoje sportowe święto jakim z pewnością  był VIII Mazda Półmaraton Ślężański. Blisko 4 tys.zawodników i zawodniczek stanęło na rynku, gdzie na godz.11 zaplanowany był start. Nasz klub reprezentowało dwóch zawodników: Dawid Kulterman i Błażej Pawlak. Dla Dawida był to powrót po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją, Błażej natomiast postanowił sprawdzić się na tym trudnym dystansie.

Początkowe obawy co do profilu trasy okazały się trafne. Przewyższenie trasy wynosiło nawet 200m! Lekiem na liczne podbiegi i zbiegi miały być piękne widoki pobliskiej okolicy i BYŁY :) Pogoda tego dnia dopisała co skrzętnie wykorzystali nasi zawodnicy.

Błażej za czasem 1:24:07 zameldował się na 72 miejscu Open, czas Dawida 1:31:05 pozwolił na zajęcie miejsca w drugiej setce.

Zawody zdominowali zawodnicy z Afryki.Wysokie nagrody pieniężne były swoistym magnesem dla wcześniej wspomnianych (2000 PLN) za zajęcie  pierwszego miejsca. Czas zwycięzcy to 1:06:02.Wśród kobiet na uwagę zasługuje wynik Kenijki  1:14:21 – to czas lepszy od poprzedniego rekordu aż o 4 min!

Warto zaznaczyć fakt że kategorie wiekowe były podzielone co 5 lat.

Po ceremonii wręczenia nagród także w klasyfikacjach dodatkowych jak np. policja,wojsko czy mieszkaniec gminy. Odbyło się losowanie nagród nazwane sprytnie przez organizatorów quizem :)

Bieg bardzo wymagający ale mający swój klimat. Polecamy!!!                                                                                                                                                                                                                           rel. Błażej Pawlak

                                                                               zdjęcia nie są własnością KB Kosynier

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

W jak witaminy, W jak WGRO S.A.

Podczas XXXII Biegu Kosynierów firma WGRO S.A. zapewni zawodnikom porcję witamin serwowaną w pysznych jabłkach, a kibiców zaprosi do sklepów ze znakiem „Produkt z WGRO S.A.” we Wrześni i okolicy.

To właśnie świeże, zdrowe i wielkopolskie warzywa oraz owoce, bezpośrednio z lokalnych upraw, są wizytówką sklepów ze znakiem „Produkt z WGRO S.A.”.

Kupcy, zachowując swą niezależność, uczestniczą w promowaniu lokalnego, rodzimego handlu, prowadzonego w oparciu o polski kapitał. Pozostają przy tym wiernymi ambasadorami produktów, pochodzących prosto od wielkopolskich rolników i ogrodników.

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

XXXII Biegu Kosynierów nowy sponsor, nowa kategoria

W związku z pozyskaniem nowego sponsora, tj. Zbigniewa Matysika – właściciela firmy ICE – MAT rozszerzyliśmy listę kategorii nagradzanych  o klasyfikację drużynowa klubów sportowych i formalnych stowarzyszeń. Na wynik w klasyfikacji drużynowej składa się wynik netto najlepszych pięciu z danego klubu. O przynależności klubowej decyduje poprawna i taka sama nazwa klubu/stowarzyszenia podczas rejestracji zawodnika. Nagrodzone zostanie dziesięć najlepszych drużyn. .

Wszystkich prosimy więc o posprawdzanie poprawności wpisanych nazw klubowych, to jest bardzo istotne przy klasyfikacji.

Zapraszamy do zapoznania się ze zmianami w regulaminie.

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

Bochnia z oddali

„Ok, to odbieram cię o 13:30, Mieczu będzie czekał i jedziemy po Romana”. Tak żeśmy się z Kapitanem Maćkiem umówili. Ruszamy o 14:30 – trzeba jeszcze podskoczyć po zapomniane dokumenty, ładowarkę, kupić to i owo.
*******
Wyjazd w nieznane – żadne z nas nie wie, co nas czeka.
Nawigacja pokazuje nam, że powinniśmy być na miejscu ok 20.
Podróż mija szybko, dosłownie (!) i w przenośni – jeden postój i parę minut po 20 jesteśmy w Bochni („łeee, jakbym wiedział że tak szybko dojedziemy, to bym się nie spieszył” ;) )
Klamka zapadła, nie ma zmiłuj się…
Telefony, smsy do rodziny i znajomych – dotarliśmy szczęśliwie, do niedzieli poza zasięgiem.
Obładowani bagażami kierujemy się do windy.
Po chwili pojawia się Golon – w końcu mamy okazję poznać się osobiście – jak do tej pory mieliśmy kontakt tylko na forach biegowych. Zjeżdżamy – mam wrażenie, że przekraczam jakąś niewidzialną granicę, za którą jest…no właśnie…co? Dowiem się w sobotę.
*******
Trudno zasnąć. Gwar na sali, głośne rozmowy, kolejni biegacze przyjeżdżają. W którymś momencie jednak się udaje – paradoksalnie budzi mnie…cisza. Prycza niewygodna, ale nie po wygody tu przyjechałam.
Budzę się ok 4:30 i od tego momentu śpię interwałami :)
W końcu czas wstać.
Wspólne śniadanie, omawiamy taktykę. Okazuje się, że moja wizja sztafety, z którą jechałam jest wizją co to tylko w mojej głowie siedziała, bo rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Trzeba będzie szybko biegać…jednak… A ja w ogóle nie trenuję szybkiego biegania. No cóż, jest zadanie, trzeba je wykonać.
Umawiamy się, że pierwszy etap to 4 okrążenia na osobę. Zaczyna Maciek z Owocem, po ok 1h20min zmieniam ich ja z Mieczem. Mieczu będzie biegał jako pierwszy z naszej dwójki.
W strefie zmian zawodnicy – jedni odpoczywają, inni dopiero będą biec.
Według tego, co opowiadał Błażej, pierwsze 500m jest dość nieprzyjemne – zimno i niefajnie. Na dodatek – pod górkę ciut. Przy jednym kółku nie ma to znaczenia, ale po kilkunastu zmianach może być problem.
Nicto, jeszcze chwila i moja kolej. Mieczu dobiega, zmiana warty. Jak tu biec, żeby się nie wlec, ale tak rozłożyć siły, żeby wystarczyło ich na kilkanaście pętli? Na stadionie jeśli chcę, mogę usiąść, zejść, położyć się na trawie. Albo wrócić do domu.
Tu się nie da. Jesteśmy tu RAZEM, każdy z nas jest częścią drużyny. Nie można uprawiać samowolki, jeśli nie dam rady, chłopaki będą musieli naginać za mnie.

Sprawdza się to o czym mówił Błażej – najpierw zimno, po nawrotce gorąco dość. Dobrze, że lecę na krótko.
Znów nawrotka i już z górki. Nogi same niosą, ale pilnuję się, żeby nie lecieć na maksa. Biegnę, podnoszę rękę sygnalizując zmianę. Mietek zaczyna drugie okrążenie.
Rozmawiam z Maćkiem, ustalamy, że będziemy biegać po 4 pętle i pierwszo-zmianowi idą odpocząć. A my z Mieczem biegamy dalej…
*******
Kolejna runda.
W przerwie prysznic i coś na ząb. Coś, czyli banan i dwa kawałki ciasta mocy :) Do tego kawa. W końcu mam trochę czasu – tak mi się wydaje…
Okazuje się, że jednak niezbyt wiele – minuty mijają nieubłaganie i nim się obejrzałam znów trzeba wdrapać się po schodach. Mogliśmy rozlokować się w kapliczce, jak to zrobiła większość ekip, ale – znów słuchając doświadczonego Błażeja – woleliśmy odpoczywać na sali, tam było cicho i spokojnie. Cena – pokonywanie poniższych schodów :) Zaczynam pierwsze okrążenie. O-o! Kolka po kilkuset metrach. Ćmi przez kolejne kilkaset. I okazuje się, że tak będzie jeszcze 2 razy – po każdym odpoczynku, czyli po każdym posiłku. Dlatego ograniczam je do minimum – zjeść coś, ale się nie najeść. I w przerwach między pętlami nie pić wody.
A efekt taki, że runda 3 – pętle 9-12 słabe dość. Tzn. ja dość słaba, ale wyboru wielkiego nie mam, bo inaczej będę biegać słabo, w sensie wolno. No niestety, taka cena.
*******
Biegnę dalej….milion myśli w mojej głowie.
Przede wszystkim o tym, że to niesamowite szczęście móc biec. Móc widzieć, słyszeć, ruszać się – dostrzegać to wszystko, co na co dzień niedostrzegalne, niezauważalne….Śmieszne? Cóż, ci którzy takie możliwości stracili w jednej sekundzie raczej się nie śmieją…

Myślę o tym, jak się tu znalazłam.
To, że Kosynier był w Bochni nie raz, wiadomo. W ubiegłym roku zdobył 3-cie miejsce, co gwarantowało tegoroczny start. Ale w tym roku, z pewnych powodów, skład nie mógł być tak szybki jak wcześniejsze. Tzn. chłopaki biegają szybko, ja nie – i nie ma w tym żadnej kokieterii, żadnej wazeliny. Stwierdzam fakt, ot-co.
Niemniej jednak zostałam wytypowana.
Wątpliwości miałam wiele. Na tyle, że gotowa byłam odstąpić miejsce innemu klubowiczowi (to było jeszcze wtedy, gdy nie wiedziałam jak świetna to impreza ;-) ) Ale jednak…czas naglił, drużyna musiała być zgłoszona, trzeba było podjąć decyzję… Po zastanowieniu się – zgoda. Jadę. Nie po to poprzednicy wywalczyli taki wynik, żeby miał iść na marne i żeby klub i pozostali z tegorocznej ekipy mieli stracić możliwość udziału.

Biegnę i myślę o tym, jak mało brakowało, a nie byłoby mnie w tym miejscu. Myślę, jak bardzo się cieszę i dziękuję Robertowi że zaproponował mnie do składu. Jak bardzo musiały targać nim i innymi emocje, kiedy termin naglił, a ja wciąż nie mogłam się zdecydować. Dociera do mnie, jak bardzo pracowały  drużyny klubowe w poprzednich latach na to, że dzisiaj ja tu biegnę, że biegniemy MY.
I jest mi głupio, po prostu głupio i wstyd. Dlatego, mimo zmęczenia staram się biec najlepiej jak mogę – chociaż tym mogę im podziękować.
A zmęczenie robi się coraz większe. 11 pętla, nogi coraz cięższe. Mam wrażenie, że ledwo nimi przebieram.Pojawia się odczucie bardzo podobne do…maratońskiej ściany… Jak ja dam radę zrobić jeszcze jedno okrążenie w tej serii? Jak pozostałe 4??
W myślach rozmawiam z Górą, proszę o siły, ofiarując trud i wysiłek za XYZ. Robi się coraz ciężej – nie dziwi mnie to ani trochę, bo każda intencja zawsze oznacza dla mnie duży wysiłek.
Koniec 4-tej pętli coraz bliżej, z ulgą sygnalizuję zmianę. Jak zawsze, po zakończeniu serii zmienia mnie Roman.
Wcześniej rozmawiam z Maćkiem, prosi żebyśmy zrobili 3 pętle, bo chciałby z Owocem zrobić maraton. Owoc się waha, choć na pewno dałby radę. Nicto, decyzja podjęta, idziemy z Mieczem odpocząć. Znów kęs ciasta mocy, herbata w większej ilości i kładę się, żeby maksymalnie zebrać siły.
*******
Pierwsza pętla tradycyjnie wita mnie kolką. Spodziewałam się totalnego zmęczenia, nóg jak kołki, a okazuje się, że biegnie mi się o wiele lepiej.  Po chwili przestaje mnie to dziwić – prośby wysłuchane :) Pomaga też bezcenna świadomość, że jeszcze tylko dwa okrążenia.
Zmienia się to po 2 pętli. Pojawia żal, że to już koniec. No ale skoro „zrzekłam się” jednego kółka, to trudno.
Zaczynam więc trzecią pętlę. Nie wzięłam ze sobą garminiaka, więc nie wiem jakim tempem biegnę – mając zegarek mogłabym to sobie obliczyć, wiadomo że na gps 200m pod ziemią nie ma co liczyć :) Fakt, jest zegar, ale zapominam spojrzeć na czas, albo zapominam jaki był. Z kilku pierwszych pętli kojarzy mi się 12-13min, tyle potrzebuję na 2.42km. Nie wiem, jaka jest trzecia runda, pewnie wolniejsza.
Biegnę dość szybko – tak przynajmniej mi się wydaje. Skoro to ostatnia, trzeba ją pobiec dobrze. Uff, najgorszy odcinek pokonany. Mijam punkt zmiany, biegnę dalej. Zbliża się kapliczka, słyszę jak Bożena z Kachitą dopingują. Chwilę później znów ten lekki podbieg, skróć krok dziewczyno! To ten moment, kiedy muzyka głuchnie, a ze ścian rozlega się głos górnika. Normalnie brzmi to zabawnie, ale nie w tym momencie. Teraz denerwuje mnie wszystko, a najbardziej to, że to już koniec. Nie mam sił uśmiechać się do zdjęć, do mijających mnie biegaczy. Odliczam odległości od „strategicznych” punktów – ok, tu krzyżyk, tam litera K, za chwilę znów będzie krzyżyk to znak, że za moment nawrotka. W końcu jest! Teraz to już z górki.
Biegnę, ile mam sił w nogach, obolałych już przecież. W głowie pojawia się myśl – „A co jeśli z jakichś powodów przyjdzie mi biec jeszcze jedną pętlę? Czy wystarczy mi sił?”
Nie poddawaj się, mówię sobie, daj z siebie wszystko, już za chwilę odpoczniesz!
Ma mnie zmienić Maciek, według wcześniejszych ustaleń.
Dobiegam do strefy zmian, patrzę – Mieczu. Co??? Gdzie Kapitan??
Z jednej strony czuję ulgę, że to już ostatnia runda, a z drugiej…
Po dłuższej chwili zjawia się Maciek – mówię, że Mietek już poleciał i że jednak chciałabym pobiec tę 4tą pętlę. No nie powiem, żeby Kapitan się ucieszył… ;) Z lekkim ociąganiem mówi „No dobra…Ale po Mieczu biegnę ja, a dopiero później Ty”
Odchodzę na bok, żeby odsapnąć ciut.
Podchodzi do mnie biegacz i pyta, jak to się dzieje, że mam tyle mocy. Zaskoczona jestem, bo nie wydaje mi się, żebym jakoś mocno biegała. Odpowiadam, że przecież biegają tu kobiety, nie jestem sama, na co pan odpowiada „Ale ile NIE biega!”. Rozmawiamy chwilę i szykuję się na ostatnią zmianę. Biegacz odgraża się z uśmiechem: „No Kosynier, uważaj!”
Maciek przybiega, zaczyna się moja ostatnia pętla.
Zaczynam, ech, lekko nie jest. Byle nie przegiąć. Pierwsze 500m ciut wolniejsze, żeby zachować siłę na końcówkę – spuchnąć można tu bardzo łatwo. Biegnę, nawracam i z powrotem do punktu zmian. Mijam coraz większy tłum, to ostatnie minuty z 12h sztafety. Atmosfera nie do opisania – warto było się tak zmęczyć, żeby ją poczuć. Biegnę dalej, mijam kapliczkę. Nogi bolą, a tu znów lekko w górę – nie słucham górnika, idę do przodu. Byle do litery „K”. Jest! W końcu! Słyszę, że ktoś biegnie za mną, daję znak, żeby mnie wyprzedził – ja szybciej nie pobiegnę,  a on może poprawić swój wynik. „Żeby to było takie proste!” słyszę zza pleców. A jednak jest :) bo po chwili znika mi z oczu. A już na mecie usłyszę: „Mogłaś nie dać się wyprzedzić. Fajnie się za tobą biegło…”
Nawrotka i lecę jak na skrzydłach. Docieram do kapliczki, nogi niosą, serce niesie, jeszcze trochę i…jest Roman – zmiana.
*******
Zmęczenie. Radość. Łzy i wdzięczność – tak wyglądała moja meta.
*******
Do pokonania schody – po raz który?
Muszę zmyć z siebie pot i kurz. Muszę w końcu się najeść. Muszę odpocząć.
*******
Wieczór, praktycznie noc – rozmowy, niezbyt długie – jesteśmy zmęczeni. Siadam z Kachitą i Kaliszanami. Śmichy-chichy, czas jednak odpocząć. Zwiedzanie kopalni o 7:30, czy uda mi się wstać?
Z emocji nie mogę zasnąć przez ponad godzinę. Budzę się przed 6 rano, po chyba 4h snu. Wstaję, siadamy i jak dnia poprzedniego razem jemy śniadanie. Załapujemy się na zwiedzanie kopalni.
Potem rozdanie nagród, poprzedzone miłym akcentem – każda z pań (a było nas niespełna 30 na 260 uczestników) otrzymuje 3kg pudełko soli do kąpieli.
Kiedy wracam na miejsce, okazuje się że Muszkieterowie też coś dla D’Artagnanki przygotowali – jest mi niezmiernie miło :)
W końcu dekoracja – zajmujemy 20m na 65 drużyn.
Następnego dnia, po interwencji Romana, firma pomiarowa wprowadza korektę – nie uwzględniono jednego okrążenia. Tym sposobem windujemy na miejsce 19-te z takimi indywidualnymi dystansami:
Maciek 18 okrążeń
Ania 16 okrążeń
Mietek 16 okrążeń
Roman 17 okrążeń
co daje razem 162km 790m.
Po dekoracji kierujemy się do wyjścia – pokonujemy schody już po raz ostatni…Czekamy dość długo w kolejce do windy i wychodzimy na zewnątrz. A tam…piękne słońce i wiosenna pogoda :) *******
Powiesz – co to takiego, po kopalni bieganie. A ja odpowiem – niesamowita przygoda. Walka przede wszystkim z samym sobą. Świetna atmosfera. Poczucie wspólnoty. I to nieuchwytne coś, czego nie znajdziesz w biegu na dyszkę.

Za to, że mogłam-mogliśmy tam być – dziękuję :)
A.

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

12h Podziemny Bieg Sztafetowy, Bochnia 6-8 marca 2015

7 marca w Bochni po raz kolejny odbyło się 12-godzinne sztafetowe bieganie. Dzięki temu, że w roku ubiegłym KB Kosynier wybiegał 3-cie miejsce, tegoroczna drużyna w składzie: Maciej Szygenda (kapitan), Anna Adam, Mieczysław Mikołajczak i Roman Owocki miała zapewniony start – inni mogli zakwalifikować się tylko dzięki losowaniu.

Wiedzieliśmy, że pozostali klubowicze (i nie tylko) nam kibicują, dlatego zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby wrócić z tarczą. Udało się – 19 miejsce spośród 65 startujących drużyn i wybiegane niemal 163km :)

Początkowo sklasyfikowano nas jako 20tą drużynę. Stało się tak przez niezaliczenie jednego okrążenia. Na szczęście po interwencji u Organizatora wynik wrócił do normy :)

cdn…

 

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

Września wita gzikiem z pyrami :)

Mamy nadzieję, że lubicie gzik z pyrami, ponieważ w tym roku właśnie to podamy jako danie główne po Biegu Kosynierów. Gzik oczywiście miejscowy, produkcji Spółdzielni Mleczarskiej Września, która specjalnie dla nas przygotuje wersję z cebulką. Podawany na festynach i różnorakich imprezach bije rekordy popularności.
Mamy nadzieję, że będzie to smaczna przekąska, która urozmaici oczekiwanie na wręczenie nagród.

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

Pobiegnij we Wrześni i pomóż Filipowi

Podczas XXXII Biegu Kosynierów zostanie przeprowadzona zbiórka pieniędzy na leczenie i rehabilitację 7-letniego Filipa Nather, chorującego na MPDz i zespół Lennoxa- Gastauta (padaczka lekooporna). Filip wymaga stałej  i regularnej rehabilitacji wzrokowej, fizycznej oraz logopedycznej. Koszt dwutygodniowego turnusu rehabilitacyjnego wynosi około 5 tys. zł, co przewyższa możliwości finansowe rodziców. W związku z tym postanowiliśmy także w tym roku pomóc Filipowi.

Podczas zbiórki w 2013 r. zebrano 1630,55 zł.  Z tych środków został  sfinansowany Turnus Rehabilitacyjny w Ośrodku 12 Dębów w Zażdzierzu.

Tata Filipa jest biegaczem i stara się o środki finansowe na sprzęt, by także Filip mógł razem z nim uczestniczyć w biegach. Jeżeli wszystko się uda, Bieg Kosynierów będzie debiutem Filipa!

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

XIII Zimowy Bieg Trzech Jezior

Tradycyjnie w drugą sobotę lutego odbył się XIII Zimowy Bieg  Trzech Jezior w Trzemesznie-Gołąbki.

Jest to dobry termin aby sprawdzić swoją formę biegową po okresie zimowym. Być może to jedna z głównych przyczyn zgromadzenia na starcie prawie 900 zawodników i zawodniczek z całego kraju.
Nasi klubowicze w szerokiej grupie wzięli udział w tym wydarzeniu sportowym. Pogoda tego dnia dopisała,a sama trasa która wynosiła 15 km z uwagi na tereny leśne do łatwych nie należała. Co roku jednak organizator zapewnia startującym dobre warunki do biegania. Niektórzy skrzętnie wykorzystali tą szansę i mimo tego ,że do rozpoczęcia sezonu biegowego zostało dużo czasu, na mecie mogli cieszyć się z dobrych wyników.
Elżbieta Czerniak zajęła 2 miejsce w K-60 z czasem 1.22.50 a Honorowy Członek naszego klubu Tomasz Szymkowiak zajął 3 miejsce w klasyfikacji generalnej z czasem 47.55.
Wyniki pozostałych zawodników:
  • Pawlak Błażej      57.45
  • Mikołajczak Mieczysław   01:05:36
  • Cyrulewski Jarosław   01:06:40
  • Grzegorek Janusz   01:12:47
  • Maciejewski Piotr  01:18:11
  • Czerniak Henryk 01:23:15
  • Wójcik Jacek        01:24:38
  • Andrzej Górniak 01:29:00
  • nieoficjalnie – Jarosław Konczalski 01:06:30

fot. Artur Rogaliński

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj

Medal 2016 – każdy ma szansę go współtworzyć

Dla uczestników biegu zostanie zorganizowany konkurs na hasło promujące przyszłoroczny XXXIII Bieg Kosynierów. Laureat konkursu otrzyma nagrodę w postaci wyjątkowego darmowego pakietu startowego oraz wszystkie materiały promujące ten bieg. Jego hasło zostanie także umieszczone m.in. na pamiątkowym medalu.

Więcej informacji w regulaminie biegu.

Opublikowano Administracyjne | Skomentuj